poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział III

 Przekręciłam się w łóżku chyba setny raz. Od trzech godzin próbuje zasnąć jednak nie mogę.  Cały czas myślę o tym chłopaku. O nie... nie zakocham się w nim co to to nie! Jestem pewna że skoro przeprowadziła go moja siostra to jest totalnym casanovą.  Każda dla niego będzie trofeum.  A ja nie zamierzam skończyć jako jego prywatna lalka, którą jak się znudzi wyrzuci do śmieci. Wyszłam cicho z pokoju. Pomyślałam że zasnę po dawce wspaniałej muzyki. Moje pianino jest dobre , ale od czego jest sala koncertowa? Niestety była tylko jedna droga do niego ... koło pokoju mojej siostry.  Usłyszałam śmiech dochodzący z niego.
- John przestań!  Nie całuj mnie w szyję bo będę miała malinki.  - usłyszałam głos Mel. Zaczerwieniłam się , nie powinnam podsłuchiwać ich rozmowy.  Otworzyłam ostatnie drzwi w korytarzu.  Sala była strasznie ciemna , jednak nie przeszkadzało mi to.  Zapaliłam jedną z małych lampek,  usiadłam w miękkim fotelu z moją ulubioną lekturą.  Pościłam muzykę klasyczną i zaczęłam czytać "Rywalki" jedną historię miłosną,  która  była magiczna tak bardzo że kiedy pierwszy raz ją przeczytałam zakochałam się w Maxonie. Odłożyłam pierwszą część i zaczynając śpiewać wymyślony przeze mnie tekst do niej tańcząc leciutko walca z książką w ramionach. Dopiero po chwili stanęłam . Teraz juz nie leciała muzyka z  katarynki,  ktoś grał na pianinie.  Moje serce zaczęło być w szybkim tempie,  a z rąk wyleciała mi powieść. Postać przestała grać . Obróciła się do mnie i posłała mi dziwny uśmiech.  Księżyc wyszedł zza chmur przez co zobaczyłam postać.  Jonathan. Siedział w piżamie z rozczochranymi włosami.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zirytowana. Wzruszył ramionami.
- Usłyszałem że macie tu salę koncertową wiec przyszedłem pograć.  Usiadł na pianinie.  Bez zastanowienia pobiegłam do niego i od razu chwyciłam go za rękę z wrogim spojrzeniem.
- Złaź natychmiast!  - krzyknęłam cicho tak aby nikogo nie obudzić.  Pociągnęłam jego rękę jednak on nadal siedział i patrzył na mnie z rozbawieniem. Po chwili zmęczyłam się  i spojrzałam na niego jeszcze raz z niegasnącym płomieniem w oczach.
- Zejdź z pianina mojej mamy , albo gorzko tego pożałujesz... - powiedziałam ze złością
- Bo co mi - nie udało mu się dokończyć bo uderzyłam go z całej siły w policzek.  Po patrzył na mnie z wyraźnym zdziwieniem. Spojrzałam na jego czerwony policzek , miałam wyrzuty sumienia.
- Za co to było? - zapytał już z powagą,  do oczu naszły mi łzy.
- Bo niszczysz prezent od mojej mamy. .. A jej już nie ma i został mi po niej tylko on. - pokazałam mu dedykacje "Dla mojego trzyletniego słoneczka, bądź zawsze dzielna i wierz w miłość.  Kocham cię mama." Poczułam jak łza spływa po moim policzku. Chłopak od razu zszedł jakby był oparzony.  Patrzył na napis z smutkiem.  Odwrócił głowę w moją stronę.
- Przepraszam , nie wiedziałem. - otarłam mokry policzek i uśmiechnęłam się smutno.
- Nic dziwnego, nikt o niej nie wspomina skoro sama od nas odeszła. - powiedziałam z zamyśleniem.
- Witaj w klubie.  - odpowiedział ponuro
Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Ojciec zginął w Kręgu a matka podcięła sobie żyły. - zakryłam dłońmi usta.  Usiadłam koło niego na ławce .
- Masz na imię Jonathan Christopher? - zapytałam zmieniając temat. Pokiwał głową.
- J.C. - zamyśliłam się - Mogę ci mówić Jace?
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony ale natychmiast się ożywił.
- Jeszcze tak mnie nie nazywali.  - uśmiechnął się
-Będę oryginalna . - powiedziałam dumnie. Zaczął się śmiać. Najwyraźniej dziwnie wyglądałam gdy sobie przypomniałam.  Miałam na sobie lekką koszulkę nocną. .. Gdy stanęłam dumnie wszystkie moje wdzięki było widać przez jedwab.  Zasłoniłam się szybko rękami i przygruzłam wargi.
- Z czego się cieszysz?  Widziałeś juz dzisiaj gołą dziewczy...-od razu zamilkł a ja nie skończyłam zdania .
- Skąd wiesz? - zapytał zaciekawiony i jakby zakłopotany.
- Nie jesteś pierwszy ani ostatni.  Tak samo jak ty traktujesz ją jak zabawkę tak samo ona ciebie. - powiedziałam cicho,  nie chciałam go zranić.
- Nie znasz mnie , więc skąd masz o m n ie takie zdanie?
- Nie wyglądasz na niewiniątko . Nawet jak zrobisz minę zbitego pieska będziesz przy tym  morderczym gremlinem który zaraz skoczy i połknie cie w całości.
- A wydawałaś się taka grzeczna. Nabrałem się. - powiedział z strasznym uśmiechem.  Cofnęłam się o krok.
- Jace, wyglądasz strasznie. .. - przestraszył mnie na śmierć.
- Naprawdę?  - dalej szedł w moją stronę.
- Jak będziesz tak robił to się rozpłacze. .. - odpowiedziałam udając chlipanie i Opadłam na podłogę zasłaniając twarz dłońmi.  Od razu przestał i podbiegł do mnie z  poważną miną , zmartwieniem.  Pogłaskał mnie po głowie .
- Clary, przepraszam nie chciałem cie aż tak przestraszyć. - łagodnie powiedział . Kiwnęłam lekko głową i udawałam że nadal płacze.  Po chwili  przestałam szlochać.  A niech ma za  swoje.
- Jestem zmęczona . Idę do sypialni.
- Dobranoc. - odpowiedział szeptem.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz