- Dobrze, a teraz przedstaw się jak należy. - zarządziła nauczycielka. Wymagano ode mnie wielu rzeczy. Jedną z nich była umiejętność zachowywania się w towarzystwie. Nienawidzę tego ! Dygnęłam nisko i lekko się uśmiechnęłam.
- Witam w moim domu. Nazywam się Clarissa Adele Morgenstern. Druga córka Valentine'a Morgensterna, założyciela i przywódcy Kręgu. Mam przyjemność cie gościć w moich progach. - powiedziałam kokieternie trzepocząc rzęsami. Nauczycielka klasnęła w dłonie.
- Lepiej nie mogłaś. Będziesz wspaniałą damą do towarzystwa i żoną. - powiedziała z rozmarzeniem. Przewróciłam oczami tak żeby tego nie zauważyła i wykorzystałam okazję. Nauczyłam się tego w ciągu tylu lat. Zachichotałam cicho i skinęłam głową uśmiechając się nieśmiało.
- Czy mogę już iść ? - zapytałam cicho. Kobieta nadal z uśmiechem na ustach Pokiwałam głową a ja od razu zwiałam. Pobiegłam długim korytarzem w stronę mojego pokoju uderzając obcasami o podłogę. Śmiałam się z głupiej nauczycielki, zawsze się na to nabierają.
Nacisnęłam klamkę i wpadłam na wielkie łóżko wykonane z drewna , było jasne i z motywami róż. Od razu ściągłam okropnie ciasną sukienkę i włożyłam zwykle jeansy , żeby ojciec się nie czepiał kobiecą bluzkę. Włosy zaczęłam układać w kucyka. Usiadłam przy pianinie, które stało w mojej sypialni. Kochałam muzykę, choć nie zawsze nowoczesną. Położyłam lekko palce na instrumencie , przeszukałam listę znanych mi utworów. Wybrałam Beethovena, miał świetny słuch muzyczny , co zaowocowało przepiękną melodią. Zaczęłam śpiewać słowa , które ułożyłam do tego utworu. Przypomniałam sobie mamę. Nie powinnam za nią tęsknić, jak to mawiał mój ojciec. Po części miał rację, gdy miałam trzy latka , a Mel pięć zostawiła nas. Nie wiem dlaczego i czy jeszcze żyje. Mieszkam cały czas w Idrysie, ojciec jednak powiedział że gdy przyjdzie odpowiednia chwila będę mogła się wyprowadzić. Czekałam na te chwile z niecierpliwością. Dzięki pracy zrobiłam dość pieniędzy aby kupić mieszkanie . Pewnie się to wyda dziwne, ale w Idrysie płacą za miesiąc tyle ile w świecie ludzi za dziesięć lat. Dlatego mam mnóstwo opcji. Nie rozumiem tylko po co ojciec mnie tak kształcił. Niestety, nie jest ze mnie zadowolony. Nie jestem dobra w walce, nie jestem dobra w strategii ani rządzeniu. Dla wszystkich wydaje się być zwykłą przyziemną. Na jego nieszczęście jestem miła, sympatyczna, grzeczna. Najgorsze jest dla niego to iż jestem uparta... Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Wstałam szybko i podeszłam do źródła dźwięku. Zobaczyłam zgrabną , szczupłą , wysportowaną blondynkę z niebieskimi oczami . Była wysoka. Mel. Stała w drzwiach z wrednym uśmiechem.
- Cześć młoda. Mam do ciebie sprawę. - weszła do pokoju i opadła na łóżko. Zmarszczyłam czoło, to nie mogło być nic dobrego.
- O co chodzi ?
- Dzisiaj przyjdzie do mnie mój znajomy. - Przewróciłam oczami
-Wiem o co ci chodzi. .. nie musisz mówić aluzjami. - uśmiechnęła się
- Masz nie wchodzić do mojego pokoju. A przede wszystkim nie zchodź na dół przed północą. - powiedziała gestykulując . Pokiwałam głową i pokazałam jej drzwi. Nie byłyśmy wzorem sióstr. Może dlatego że spędziliśmy mało czasu ze sobą, a może dlatego iż nie chciała mieć siostry ofermy. W każdym razie Valentine kochał ją najmocniej na świecie. Ja byłam pod każdym względem jej przeciwieństwem. Ona piękna i zgrabna, ja jako taka i po prostu chuda . Może nawet aż za bardzo. Ona blondynka z idealną cerą , ja natomiast ruda z piegami na całym ciele. Ona idealna w walce. O mnie już nie warto wspominać ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz