Czas Burzy - dary anioła
środa, 9 marca 2016
poniedziałek, 29 lutego 2016
Rozdział VI
-Na pewno chcesz tam schodzić ? - zapytałam go setny raz przez co udawał że mnie nie słyszy. Schodziliśmy długimi krętymi schodami coraz niżej kierując się w ciemność. Wszędzie były pajęczyny, zagaszone pochodnie i wiele innych rzeczy przypominających te z horrorów.
- Boisz się ? - zapytał szeptem Jace przez co prawie zmarła bym na zawał . Odwróciłam się posyłając mu gniewne spojrzenie.
- Tak myślałem. - odpowiedział z uśmieszkiem. Przewróciłam tylko oczami i zaczęłam schodzić. Weszliśmy do długiego korytarza cel. Przyglądałam się każdej uważnie, jednak po kwadransie zrezygnowaliśmy.
- Przykro mi Clary, ale nic ty nie ma. - rzekł . Westchnęłam głośno i poszłam za nim do wyjścia.
- Córko Nieba . - usłyszałam głos anioła - Jestem ukryty.
- Co się stało ? - zapytał zdenerwowany chłopak.
- Anioł. - odpowiedziałam krótko. - Gdzie jesteś?
- Sama mnie znajdziesz. Teraz nie jest pora. - odparł - Musicie znikać , twoja siostra tu idzie. ..
Odwróciłam się szybko, chwyciłam chłopaka za rękę i Podbiegłam do najbliższej celi . Schowaliśmy się w ciemności na słuchając. Wyjęłam stele i namalowałam Jace'owi runę , która przyszła mi do głowy. Następnie on narysował mi taką samą.
- Wiesz na co jest, a przede wszystkim jak długo działa ? - spytał. Przycisnęłam mu tylko dłoń do ust pokazując by był cicho
Drzwi się otworzyły. Zobaczyłam moja siostrę podchodzącą do pochodni. Przechyliła się a obok ukazało się przejście. Weszła w nie . Drzwi zniknęły , byliśmy bezpieczni.
- Boisz się ? - zapytał szeptem Jace przez co prawie zmarła bym na zawał . Odwróciłam się posyłając mu gniewne spojrzenie.
- Tak myślałem. - odpowiedział z uśmieszkiem. Przewróciłam tylko oczami i zaczęłam schodzić. Weszliśmy do długiego korytarza cel. Przyglądałam się każdej uważnie, jednak po kwadransie zrezygnowaliśmy.
- Przykro mi Clary, ale nic ty nie ma. - rzekł . Westchnęłam głośno i poszłam za nim do wyjścia.
- Córko Nieba . - usłyszałam głos anioła - Jestem ukryty.
- Co się stało ? - zapytał zdenerwowany chłopak.
- Anioł. - odpowiedziałam krótko. - Gdzie jesteś?
- Sama mnie znajdziesz. Teraz nie jest pora. - odparł - Musicie znikać , twoja siostra tu idzie. ..
Odwróciłam się szybko, chwyciłam chłopaka za rękę i Podbiegłam do najbliższej celi . Schowaliśmy się w ciemności na słuchając. Wyjęłam stele i namalowałam Jace'owi runę , która przyszła mi do głowy. Następnie on narysował mi taką samą.
- Wiesz na co jest, a przede wszystkim jak długo działa ? - spytał. Przycisnęłam mu tylko dłoń do ust pokazując by był cicho
Drzwi się otworzyły. Zobaczyłam moja siostrę podchodzącą do pochodni. Przechyliła się a obok ukazało się przejście. Weszła w nie . Drzwi zniknęły , byliśmy bezpieczni.
czwartek, 25 lutego 2016
Rozdział V
Obudziłam się całkowicie wypoczęta. Lekko otworzyłam oczy, do których dobijało się światło. Byłam zszokowana gdy zobaczyłam ,że leżę na piersi Jace'a z ręką pod głową . Zarumieniłam się okropnie, szybko lecz ostrożnie ruszyłam w stronę łazienki. Weszłam pod prysznic rozmyślając o tym zajściu. Szybko odepchnęłam tę myśl zajmując się rozczesywaniem rudych loków. Zapomniałam wziąść ze sobą ubrania , wszystko zostało w pokoju. Zajrzałam przez dziurkę od klucza na pomieszczenie. Najwyraźniej Jace jeszcze spał. Niepewnie wyszłam z łazienki . Ruszyłam cicho w stronę szafy , otworzyłam ją i wyjęłam z niej jedną z koszul chłopaka , była okropnie duża...
- Nie powinnaś grzebać w cudzej szafie. - szepnął mi do ucha przez co podskoczyłam do góry. Nie odwróciłam się bojąc spojrzeć mu w oczy.
-Przepraszam, nie miałam ciuchów. -zdenerwowanie w moim głosie było czuć na kilometr. Chłopak odsunął mnie na bok i zaczął czegoś szukać. Odwrócił się do mnie po chwili uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Nie powinnaś chodzić w takim stroju po pokoju chłopaka. - od razu pociągnęłam ręcznik kurczowo go trzymając . Jace podał mi bluzkę i krótkie spodenki , męskie oczywiście.
- Te ubrania są najmniejsze , jednak wątpię żeby były na ciebie dobre.- Zmierzył mnie spojrzeniem. Wyrwałam mu z ręki ubranie i zamknęłam się w łazience. Po kilku minutach wyszłam z niej ubrana w czyste ubranie. Miał rację, jego rzeczy wisiały na mnie. Gdy mnie zobaczył zaśmiał się głośno.
- To przerosło moje wyobrażenia. Jesteś strasznie drobna. - obruszyłam się i stanęłam ze skrzyżowanymi rękoma .
- Wolisz, żebym była tłusta? - spojrzał na mnie wyniośle.
- Co ja wolę? Nie wiedziałem że obchodzi cię moje zdanie. No więc...- przerwało mu pukanie do drzwi. Od razu pomyślałam o mojej siostrze. Mój mózg zaczął pracować na pełnych obrotach. Nagle wpadłam na pomysł , nie był zbyt mądry. Wskoczyłam pod łóżko, Jace jeszcze trochę zaskoczony otworzył drzwi. Miałam racje , Mel. Usłyszałam jak wzdycha patrząc na gołą klatę chłopaka .
- Witam. - powiedziała dygając.
- Hej. Co tu robisz ?- zapytał zaciekawiony
- Hmm pomyślmy. .. Jestem wolna a przy okazji piękna, a ty mi się podobasz. Więc co mogę tu robić jedynie w szlafroku i bieliźnie? - spytała . Nie chciałam tu teraz być.
- Jestem głodny, możemy pogadać wieczorem. - odpowiedział ponuro .
- Jasne John. - drzwi się zamknęły a ja od razu wyszłam z kryjówki. Westchnęłam .
- Przepraszam, przeszkodziłam wam. - powiedziałam zmieszana.
- Właściwie to uratowałaś mnie przed kompletną klęską. Ona jest jedną z najgorszych dziewczyn jakie spotkałem . - odpowiedział ponuro. Popatrzyłam na niego, czy ten chłopak boi się mojej siostry? Nie mogłam pochamować śmiechu, nie byłam tak rozbawiona od kilku lat. Nie wierzyłam że chłopak może się bać dziewczyny , gdy w końcu wzięłam się w garść zapytałam go .
- Może jeszcze kaczek się boisz? - chłopak spojrzał na podłogę i skinął powoli głową . Na moją twarz po raz kolejny wypełzł uśmiech a potem okropnie głośny śmiech. Chłopak podbiegł do mnie i chwycił za rękę.
- Jak się tak będziesz śmiać to na pewno nie wpadną na to że jesteś u mnie. .. - nagle urwał.
- Co się stało ?- zapytałam cicho, pokazał mi moją rękę.
- Przecież tutaj nic nie ... - na przedramieniu miałam namalowaną złotą rune. Była jakby częścią mojej skóry. Popatrzyłam przestraszona na Jace'a.
- To nie był tylko sen Clary . To było coś więcej niż tylko sen. - przełknęłam ślinę przestraszona.
- Macie tutaj jakieś lochy? - zapytał spokojnie Jace. Pokiwałam głową.
- Mamy ogromne podziemia. Niestety nigdy tam nie byłam.
- Zrobimy sobie sobie małą wycieczkę.
- Nie powinnaś grzebać w cudzej szafie. - szepnął mi do ucha przez co podskoczyłam do góry. Nie odwróciłam się bojąc spojrzeć mu w oczy.
-Przepraszam, nie miałam ciuchów. -zdenerwowanie w moim głosie było czuć na kilometr. Chłopak odsunął mnie na bok i zaczął czegoś szukać. Odwrócił się do mnie po chwili uśmiechnięty od ucha do ucha.
-Nie powinnaś chodzić w takim stroju po pokoju chłopaka. - od razu pociągnęłam ręcznik kurczowo go trzymając . Jace podał mi bluzkę i krótkie spodenki , męskie oczywiście.
- Te ubrania są najmniejsze , jednak wątpię żeby były na ciebie dobre.- Zmierzył mnie spojrzeniem. Wyrwałam mu z ręki ubranie i zamknęłam się w łazience. Po kilku minutach wyszłam z niej ubrana w czyste ubranie. Miał rację, jego rzeczy wisiały na mnie. Gdy mnie zobaczył zaśmiał się głośno.
- To przerosło moje wyobrażenia. Jesteś strasznie drobna. - obruszyłam się i stanęłam ze skrzyżowanymi rękoma .
- Wolisz, żebym była tłusta? - spojrzał na mnie wyniośle.
- Co ja wolę? Nie wiedziałem że obchodzi cię moje zdanie. No więc...- przerwało mu pukanie do drzwi. Od razu pomyślałam o mojej siostrze. Mój mózg zaczął pracować na pełnych obrotach. Nagle wpadłam na pomysł , nie był zbyt mądry. Wskoczyłam pod łóżko, Jace jeszcze trochę zaskoczony otworzył drzwi. Miałam racje , Mel. Usłyszałam jak wzdycha patrząc na gołą klatę chłopaka .
- Witam. - powiedziała dygając.
- Hej. Co tu robisz ?- zapytał zaciekawiony
- Hmm pomyślmy. .. Jestem wolna a przy okazji piękna, a ty mi się podobasz. Więc co mogę tu robić jedynie w szlafroku i bieliźnie? - spytała . Nie chciałam tu teraz być.
- Jestem głodny, możemy pogadać wieczorem. - odpowiedział ponuro .
- Jasne John. - drzwi się zamknęły a ja od razu wyszłam z kryjówki. Westchnęłam .
- Przepraszam, przeszkodziłam wam. - powiedziałam zmieszana.
- Właściwie to uratowałaś mnie przed kompletną klęską. Ona jest jedną z najgorszych dziewczyn jakie spotkałem . - odpowiedział ponuro. Popatrzyłam na niego, czy ten chłopak boi się mojej siostry? Nie mogłam pochamować śmiechu, nie byłam tak rozbawiona od kilku lat. Nie wierzyłam że chłopak może się bać dziewczyny , gdy w końcu wzięłam się w garść zapytałam go .
- Może jeszcze kaczek się boisz? - chłopak spojrzał na podłogę i skinął powoli głową . Na moją twarz po raz kolejny wypełzł uśmiech a potem okropnie głośny śmiech. Chłopak podbiegł do mnie i chwycił za rękę.
- Jak się tak będziesz śmiać to na pewno nie wpadną na to że jesteś u mnie. .. - nagle urwał.
- Co się stało ?- zapytałam cicho, pokazał mi moją rękę.
- Przecież tutaj nic nie ... - na przedramieniu miałam namalowaną złotą rune. Była jakby częścią mojej skóry. Popatrzyłam przestraszona na Jace'a.
- To nie był tylko sen Clary . To było coś więcej niż tylko sen. - przełknęłam ślinę przestraszona.
- Macie tutaj jakieś lochy? - zapytał spokojnie Jace. Pokiwałam głową.
- Mamy ogromne podziemia. Niestety nigdy tam nie byłam.
- Zrobimy sobie sobie małą wycieczkę.
Rozdział IV
Stałam na jakiejś polanie całej w dmuchawcach. W oddali zobaczyłam swój dom, jednak nie był taki jak wcześniej. Stał cały zniszczony, niektóre kawałki były jedynie skałami. Zaczęłam iść w ich stronę abyście przekonać ci się tam mogło stać. Cały krajobraz się zmienił w sekundę. Tym razem byłam w jakimś ciemnym miejscu. Zobaczyłam jedną pochodnie , którą od razu wzięłam do ręki przeszłam niecały metr gdy usłyszałam huk metalu ... Jakby łańcuchy? Podeszłam niepewnie do miejsca z którego dobiegał dźwięk. W jednej z cel, co oznaczało że jestem w jakiś podziemiach, siedział skulony młody chłopak. Zamknęłam usta dłońmi aby nie wydać z siebie krzyku przerażenia i współczucia. Obok postaci leżały skrzydła, były całe z krwi, jednak widać było złote fragmenty piór. Chłopak odwrócił się w moją stronę miał całe poobijane ciało, zaszyte usta i oczy. Był blady jak ściana, a jego włosy miały taki sam kolor. Z piersi wypływała mu złota ciecz . Jakimś cudem udało minie otworzyć drzwi i upadłam na kolanach obok niego. Najwyraźniej był przerażony. Dotknęłam jego ramienia . Chwycił mnie lekko za ramię i poczułam ostro pieczenie, takie jak przy stelli. Popatrzyłam na niego , coś jakby zagrane moje myśli a pojawiła się jedna.
- Teraz będziesz jedyna. - odepchnął mnie od siebie także wpadłam w mrok. Zobaczyłam jak do pomieszczenia wchodzą dwie postacie. Gdy stanęły w świetle ujrzałam ich twarze, chciałam do nich podbiec jednak coś mówiło mi żebym tego nie robiła. Patrzyłam wiec na rozgrywającą się akcje.
- Tato , zabijemy go wolno czy szybko? - zapytała z rozbawieniem w głosie.
- Jak tylko będziesz chciała. - odpowiedział
Dziewczyna popatrzyła na niego a następnie na anioła . W ręku trzymała sztylet z przeklętego żelaza. Podeszła do postaci i zaczęła tortury. Następnie odwróciła się w moją stronę .
- Teraz twoja kolej siostrzyczko, bo to nie jest sen.
Otworzyłam oczy z których od razu polały się słone łzy. Moje włosy kleiły się do twarzy. Rozejrzałam się wokół siebie. Leżałam w swoim pokoju z zapaloną lampką. Bałam się jednak tej ciemności otaczającej mnie z każdej strony, chociaż jak na Nocnego Łowcę nie powinnam . Wyszłam szybko na korytarz. Panowała tam kompletna cisza. Obróciłam się chcąc iść do sali koncertowej , uderzyłam w coś. Siła zderzenia odepchnęła mnie i wylądowałam na podłodze. Popatrzyłam się w górę. Nade mną stał Jace. Był już w piżamie, tak samo jak ja na bosaka. Wyciągnął do mnie rękę , chwyciłam ją szybko i patrzyłam na niego . Najwyraźniej zobaczył że jest coś ze mną nie tak.
- Clary? Wszystko w porządku? - Nie wytrzymałam. .. po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Chodź. - chwycił mnie za rękę i poprowadził do jednego z pokoi. Usiadłam na łóżku, po chwili dołączył do mnie.
- Co się stało?
- Miałam okropny sen. - powiedziałam cicho nadal chlipiąc.
- Koszmary każdemu się zdarzają. Jak mi opowiesz to będzie ci lżej. - odpowiedział spokojnym głosem, pokręciłam głową.
- Nie mogę. .. To było zbyt realistyczne.
- Jak opowiesz naprawdę się poczujesz lepiej. - w końcu uległam , zaczęłam mu streszczać mój sen. Pod koniec zaczęłam znów płakać. Przyciągnął mnie do siebie gładząc delikatnie po głowie i szepcząc że wszystko jest dobrze. Szlochałam bardzo długo, przez co jego koszulka zrobiła się cała mokra. W końcu popatrzyłam na niego.
- Jace? - spytałam przełykając łzy, popatrzył na mnie łagodnie.
- Hm ?
- Mogłabym spać tutaj? Boję się zostać sama . - powiedziałam robiąc błagalną i słodką minę. Zaśmiał się .
- Możesz, ale chcesz spać ze mną w jednym łóżku? - zapytał zdziwiony. Moja twarz zrobiła się cała czerwona , nie mogłam wydusić z siebie słowa więc tylko pokiwałam głową.
- Tylko raz. - powiedziałam. Wsunęłam się pod ciepłą kołdrę . On zrobił to samo przez chwilę patrzył się na sufit a potem odwrócił się do mnie.
- Dobranoc. - powiedział niskim głosem . Przeszedł mnie lekki dreszcz. Uśmiechnęłam się do niego.
- Miłych snów.
- Teraz będziesz jedyna. - odepchnął mnie od siebie także wpadłam w mrok. Zobaczyłam jak do pomieszczenia wchodzą dwie postacie. Gdy stanęły w świetle ujrzałam ich twarze, chciałam do nich podbiec jednak coś mówiło mi żebym tego nie robiła. Patrzyłam wiec na rozgrywającą się akcje.
- Tato , zabijemy go wolno czy szybko? - zapytała z rozbawieniem w głosie.
- Jak tylko będziesz chciała. - odpowiedział
Dziewczyna popatrzyła na niego a następnie na anioła . W ręku trzymała sztylet z przeklętego żelaza. Podeszła do postaci i zaczęła tortury. Następnie odwróciła się w moją stronę .
- Teraz twoja kolej siostrzyczko, bo to nie jest sen.
Otworzyłam oczy z których od razu polały się słone łzy. Moje włosy kleiły się do twarzy. Rozejrzałam się wokół siebie. Leżałam w swoim pokoju z zapaloną lampką. Bałam się jednak tej ciemności otaczającej mnie z każdej strony, chociaż jak na Nocnego Łowcę nie powinnam . Wyszłam szybko na korytarz. Panowała tam kompletna cisza. Obróciłam się chcąc iść do sali koncertowej , uderzyłam w coś. Siła zderzenia odepchnęła mnie i wylądowałam na podłodze. Popatrzyłam się w górę. Nade mną stał Jace. Był już w piżamie, tak samo jak ja na bosaka. Wyciągnął do mnie rękę , chwyciłam ją szybko i patrzyłam na niego . Najwyraźniej zobaczył że jest coś ze mną nie tak.
- Clary? Wszystko w porządku? - Nie wytrzymałam. .. po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
- Chodź. - chwycił mnie za rękę i poprowadził do jednego z pokoi. Usiadłam na łóżku, po chwili dołączył do mnie.
- Co się stało?
- Miałam okropny sen. - powiedziałam cicho nadal chlipiąc.
- Koszmary każdemu się zdarzają. Jak mi opowiesz to będzie ci lżej. - odpowiedział spokojnym głosem, pokręciłam głową.
- Nie mogę. .. To było zbyt realistyczne.
- Jak opowiesz naprawdę się poczujesz lepiej. - w końcu uległam , zaczęłam mu streszczać mój sen. Pod koniec zaczęłam znów płakać. Przyciągnął mnie do siebie gładząc delikatnie po głowie i szepcząc że wszystko jest dobrze. Szlochałam bardzo długo, przez co jego koszulka zrobiła się cała mokra. W końcu popatrzyłam na niego.
- Jace? - spytałam przełykając łzy, popatrzył na mnie łagodnie.
- Hm ?
- Mogłabym spać tutaj? Boję się zostać sama . - powiedziałam robiąc błagalną i słodką minę. Zaśmiał się .
- Możesz, ale chcesz spać ze mną w jednym łóżku? - zapytał zdziwiony. Moja twarz zrobiła się cała czerwona , nie mogłam wydusić z siebie słowa więc tylko pokiwałam głową.
- Tylko raz. - powiedziałam. Wsunęłam się pod ciepłą kołdrę . On zrobił to samo przez chwilę patrzył się na sufit a potem odwrócił się do mnie.
- Dobranoc. - powiedział niskim głosem . Przeszedł mnie lekki dreszcz. Uśmiechnęłam się do niego.
- Miłych snów.
poniedziałek, 22 lutego 2016
Rozdział III
Przekręciłam się w łóżku chyba setny raz. Od trzech godzin próbuje zasnąć jednak nie mogę. Cały czas myślę o tym chłopaku. O nie... nie zakocham się w nim co to to nie! Jestem pewna że skoro przeprowadziła go moja siostra to jest totalnym casanovą. Każda dla niego będzie trofeum. A ja nie zamierzam skończyć jako jego prywatna lalka, którą jak się znudzi wyrzuci do śmieci. Wyszłam cicho z pokoju. Pomyślałam że zasnę po dawce wspaniałej muzyki. Moje pianino jest dobre , ale od czego jest sala koncertowa? Niestety była tylko jedna droga do niego ... koło pokoju mojej siostry. Usłyszałam śmiech dochodzący z niego.
- John przestań! Nie całuj mnie w szyję bo będę miała malinki. - usłyszałam głos Mel. Zaczerwieniłam się , nie powinnam podsłuchiwać ich rozmowy. Otworzyłam ostatnie drzwi w korytarzu. Sala była strasznie ciemna , jednak nie przeszkadzało mi to. Zapaliłam jedną z małych lampek, usiadłam w miękkim fotelu z moją ulubioną lekturą. Pościłam muzykę klasyczną i zaczęłam czytać "Rywalki" jedną historię miłosną, która była magiczna tak bardzo że kiedy pierwszy raz ją przeczytałam zakochałam się w Maxonie. Odłożyłam pierwszą część i zaczynając śpiewać wymyślony przeze mnie tekst do niej tańcząc leciutko walca z książką w ramionach. Dopiero po chwili stanęłam . Teraz juz nie leciała muzyka z katarynki, ktoś grał na pianinie. Moje serce zaczęło być w szybkim tempie, a z rąk wyleciała mi powieść. Postać przestała grać . Obróciła się do mnie i posłała mi dziwny uśmiech. Księżyc wyszedł zza chmur przez co zobaczyłam postać. Jonathan. Siedział w piżamie z rozczochranymi włosami.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zirytowana. Wzruszył ramionami.
- Usłyszałem że macie tu salę koncertową wiec przyszedłem pograć. Usiadł na pianinie. Bez zastanowienia pobiegłam do niego i od razu chwyciłam go za rękę z wrogim spojrzeniem.
- Złaź natychmiast! - krzyknęłam cicho tak aby nikogo nie obudzić. Pociągnęłam jego rękę jednak on nadal siedział i patrzył na mnie z rozbawieniem. Po chwili zmęczyłam się i spojrzałam na niego jeszcze raz z niegasnącym płomieniem w oczach.
- Zejdź z pianina mojej mamy , albo gorzko tego pożałujesz... - powiedziałam ze złością
- Bo co mi - nie udało mu się dokończyć bo uderzyłam go z całej siły w policzek. Po patrzył na mnie z wyraźnym zdziwieniem. Spojrzałam na jego czerwony policzek , miałam wyrzuty sumienia.
- Za co to było? - zapytał już z powagą, do oczu naszły mi łzy.
- Bo niszczysz prezent od mojej mamy. .. A jej już nie ma i został mi po niej tylko on. - pokazałam mu dedykacje "Dla mojego trzyletniego słoneczka, bądź zawsze dzielna i wierz w miłość. Kocham cię mama." Poczułam jak łza spływa po moim policzku. Chłopak od razu zszedł jakby był oparzony. Patrzył na napis z smutkiem. Odwrócił głowę w moją stronę.
- Przepraszam , nie wiedziałem. - otarłam mokry policzek i uśmiechnęłam się smutno.
- Nic dziwnego, nikt o niej nie wspomina skoro sama od nas odeszła. - powiedziałam z zamyśleniem.
- Witaj w klubie. - odpowiedział ponuro
Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Ojciec zginął w Kręgu a matka podcięła sobie żyły. - zakryłam dłońmi usta. Usiadłam koło niego na ławce .
- Masz na imię Jonathan Christopher? - zapytałam zmieniając temat. Pokiwał głową.
- J.C. - zamyśliłam się - Mogę ci mówić Jace?
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony ale natychmiast się ożywił.
- Jeszcze tak mnie nie nazywali. - uśmiechnął się
-Będę oryginalna . - powiedziałam dumnie. Zaczął się śmiać. Najwyraźniej dziwnie wyglądałam gdy sobie przypomniałam. Miałam na sobie lekką koszulkę nocną. .. Gdy stanęłam dumnie wszystkie moje wdzięki było widać przez jedwab. Zasłoniłam się szybko rękami i przygruzłam wargi.
- Z czego się cieszysz? Widziałeś juz dzisiaj gołą dziewczy...-od razu zamilkł a ja nie skończyłam zdania .
- Skąd wiesz? - zapytał zaciekawiony i jakby zakłopotany.
- Nie jesteś pierwszy ani ostatni. Tak samo jak ty traktujesz ją jak zabawkę tak samo ona ciebie. - powiedziałam cicho, nie chciałam go zranić.
- Nie znasz mnie , więc skąd masz o m n ie takie zdanie?
- Nie wyglądasz na niewiniątko . Nawet jak zrobisz minę zbitego pieska będziesz przy tym morderczym gremlinem który zaraz skoczy i połknie cie w całości.
- A wydawałaś się taka grzeczna. Nabrałem się. - powiedział z strasznym uśmiechem. Cofnęłam się o krok.
- Jace, wyglądasz strasznie. .. - przestraszył mnie na śmierć.
- Naprawdę? - dalej szedł w moją stronę.
- Jak będziesz tak robił to się rozpłacze. .. - odpowiedziałam udając chlipanie i Opadłam na podłogę zasłaniając twarz dłońmi. Od razu przestał i podbiegł do mnie z poważną miną , zmartwieniem. Pogłaskał mnie po głowie .
- Clary, przepraszam nie chciałem cie aż tak przestraszyć. - łagodnie powiedział . Kiwnęłam lekko głową i udawałam że nadal płacze. Po chwili przestałam szlochać. A niech ma za swoje.
- Jestem zmęczona . Idę do sypialni.
- Dobranoc. - odpowiedział szeptem.
- John przestań! Nie całuj mnie w szyję bo będę miała malinki. - usłyszałam głos Mel. Zaczerwieniłam się , nie powinnam podsłuchiwać ich rozmowy. Otworzyłam ostatnie drzwi w korytarzu. Sala była strasznie ciemna , jednak nie przeszkadzało mi to. Zapaliłam jedną z małych lampek, usiadłam w miękkim fotelu z moją ulubioną lekturą. Pościłam muzykę klasyczną i zaczęłam czytać "Rywalki" jedną historię miłosną, która była magiczna tak bardzo że kiedy pierwszy raz ją przeczytałam zakochałam się w Maxonie. Odłożyłam pierwszą część i zaczynając śpiewać wymyślony przeze mnie tekst do niej tańcząc leciutko walca z książką w ramionach. Dopiero po chwili stanęłam . Teraz juz nie leciała muzyka z katarynki, ktoś grał na pianinie. Moje serce zaczęło być w szybkim tempie, a z rąk wyleciała mi powieść. Postać przestała grać . Obróciła się do mnie i posłała mi dziwny uśmiech. Księżyc wyszedł zza chmur przez co zobaczyłam postać. Jonathan. Siedział w piżamie z rozczochranymi włosami.
- Co ty tu robisz? - zapytałam zirytowana. Wzruszył ramionami.
- Usłyszałem że macie tu salę koncertową wiec przyszedłem pograć. Usiadł na pianinie. Bez zastanowienia pobiegłam do niego i od razu chwyciłam go za rękę z wrogim spojrzeniem.
- Złaź natychmiast! - krzyknęłam cicho tak aby nikogo nie obudzić. Pociągnęłam jego rękę jednak on nadal siedział i patrzył na mnie z rozbawieniem. Po chwili zmęczyłam się i spojrzałam na niego jeszcze raz z niegasnącym płomieniem w oczach.
- Zejdź z pianina mojej mamy , albo gorzko tego pożałujesz... - powiedziałam ze złością
- Bo co mi - nie udało mu się dokończyć bo uderzyłam go z całej siły w policzek. Po patrzył na mnie z wyraźnym zdziwieniem. Spojrzałam na jego czerwony policzek , miałam wyrzuty sumienia.
- Za co to było? - zapytał już z powagą, do oczu naszły mi łzy.
- Bo niszczysz prezent od mojej mamy. .. A jej już nie ma i został mi po niej tylko on. - pokazałam mu dedykacje "Dla mojego trzyletniego słoneczka, bądź zawsze dzielna i wierz w miłość. Kocham cię mama." Poczułam jak łza spływa po moim policzku. Chłopak od razu zszedł jakby był oparzony. Patrzył na napis z smutkiem. Odwrócił głowę w moją stronę.
- Przepraszam , nie wiedziałem. - otarłam mokry policzek i uśmiechnęłam się smutno.
- Nic dziwnego, nikt o niej nie wspomina skoro sama od nas odeszła. - powiedziałam z zamyśleniem.
- Witaj w klubie. - odpowiedział ponuro
Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Ojciec zginął w Kręgu a matka podcięła sobie żyły. - zakryłam dłońmi usta. Usiadłam koło niego na ławce .
- Masz na imię Jonathan Christopher? - zapytałam zmieniając temat. Pokiwał głową.
- J.C. - zamyśliłam się - Mogę ci mówić Jace?
Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony ale natychmiast się ożywił.
- Jeszcze tak mnie nie nazywali. - uśmiechnął się
-Będę oryginalna . - powiedziałam dumnie. Zaczął się śmiać. Najwyraźniej dziwnie wyglądałam gdy sobie przypomniałam. Miałam na sobie lekką koszulkę nocną. .. Gdy stanęłam dumnie wszystkie moje wdzięki było widać przez jedwab. Zasłoniłam się szybko rękami i przygruzłam wargi.
- Z czego się cieszysz? Widziałeś juz dzisiaj gołą dziewczy...-od razu zamilkł a ja nie skończyłam zdania .
- Skąd wiesz? - zapytał zaciekawiony i jakby zakłopotany.
- Nie jesteś pierwszy ani ostatni. Tak samo jak ty traktujesz ją jak zabawkę tak samo ona ciebie. - powiedziałam cicho, nie chciałam go zranić.
- Nie znasz mnie , więc skąd masz o m n ie takie zdanie?
- Nie wyglądasz na niewiniątko . Nawet jak zrobisz minę zbitego pieska będziesz przy tym morderczym gremlinem który zaraz skoczy i połknie cie w całości.
- A wydawałaś się taka grzeczna. Nabrałem się. - powiedział z strasznym uśmiechem. Cofnęłam się o krok.
- Jace, wyglądasz strasznie. .. - przestraszył mnie na śmierć.
- Naprawdę? - dalej szedł w moją stronę.
- Jak będziesz tak robił to się rozpłacze. .. - odpowiedziałam udając chlipanie i Opadłam na podłogę zasłaniając twarz dłońmi. Od razu przestał i podbiegł do mnie z poważną miną , zmartwieniem. Pogłaskał mnie po głowie .
- Clary, przepraszam nie chciałem cie aż tak przestraszyć. - łagodnie powiedział . Kiwnęłam lekko głową i udawałam że nadal płacze. Po chwili przestałam szlochać. A niech ma za swoje.
- Jestem zmęczona . Idę do sypialni.
- Dobranoc. - odpowiedział szeptem.
Rozdział II
Po udanym koncercie skończonym przed sekundą spojrzałam na zegarek stojący na nocnej szafce. Zmroziło mnie. Juz po siódmej co oznacza. ..
- Clarisso Adele Morgenstern! - wrzasnął ojciec. Zaraz zostane zamordowana. Rozpuściłam włosy i ubrałam pierwszą lepszą spódnice. Zbiegłam na dół i zamiast iść zwykłymi drzwiami weszłam tymi dla służby. Gdy ojciec się odwrócił zobaczył że stoję przy swoim krześle. Zdumiony potarł dłonią czoło.
- Coś się stało ojcze ? - zapytałam próbując nie wybuchnąć śmiechem. Potrząsł głową siadając na końcu stołu.
- Nic. Nie zauważyłem cię wcześniej. - przekrzywiłam głowę udając zdumienie. Choć raz na coś przydały się te lekcje kokieterii.
- Pewnie jesteś zmęczony .- usłyszałam głos mojej siostry do biegający zza drzwi. Spojrzałam na nią , stała w czerwonej wieczorowej sukience z rozcięciem aż do połowy uda. Wyglądała niesamowicie. Uśmiechnęłam się do niej ciepło co odwzajemniła. Zauważyłam po chwili , że obok niej stoi wysoki przystojny i dobrze zbudowany blondyn . Miał bladą cerę. Jego włosy i oczy miały ciekawy kolor. Wyglądały jak złoto. Ubrany był w koszulę i spodnie od garnituru . Jednak miał luźną marynarkę . Uśmiechnięty trzymał Mel za rękę . Szturchnęłam ojca aby się tak długo nie patrzył. Odchrzaknął przez co prawie się roześmiałam. Valentine zaprosił nas gestem ręki do stołu. Usiadłam przy nim jak to było w tradycji po lewej stronie. Obok mnie usiadł ten chłopak co lnie zdziwiło. Po patrzyłam się na mojego rodzica.
- Clarisso, chciałem wam przedstawić syna mojego przyjaciela. Jednak widzę ,że poznałeś już Melanie. Tak więc to jest Jonathan Christopher Horondale.
- chłopak kiwnął głową. Zmarszczyłam brwi mówiąc ojcu że się nie przedstawię tak , ale on spiorónował mnie wzrokiem . Najpierw podeszła do niego Mel. Uśmiechnęła się diabelsko i wysunęła nogę tak aby pokazać zgrabne udo.
- Miło mi cię poznać John . Jestem Melanie Samantha Morgenstern. Córka władcy organizacji przestrzegającej prawa. - powiedziała te słowa uwodzicielskim głosem a następnie szepnęła mu coś do ucha i zachichotała. Gdy usiadła niechętnie wstałam z miejsca. Uśmiechnęłam się szczerze do chłopaka i lekko dygnęłam .
- Witaj w naszym domu. Jestem Clary. - potrząsłam głową zdając sobie sprawę z mojego błędu i zarumieniłam się mocno. - Nazywam się Clarissa Adele Morgenstern. Druga córka Valentine'a Morgensterna, założyciela i przywódcy Kręgu. Mam przyjemność cie gościć. - powiedziałam cicho . Stał rozbawiony i patrzył na mnie ciepło. Podniosłam głowę. Chłopak podszedł do mnie. Chwycił moją dłoń i pocałował. Byłam tak zdziwiona , że nie ruszyłam się z miejsca. Moja twarz po raz kolejny oblał rumieniec .
- Mi również miło Cię poznań. - powiedział patrząc na moją zdziwioną twarz. Lekko wyrwałam mu rękę wracając do rzeczywistości. Usiadłam speszona tym zachowaniem. Nikt nigdy nie całował mnie , właściwie nikt się mną nie przejmował. Przez cały wieczór patrzyłam się w swój talerz.
- Clarisso. - odwróciłam się w jego stronę. - Niedługo kończysz szesnaście lat. Z tego powodu pomyślałem , że warto by było wysłać cie do Instytutu. Zamurowało mnie.
- Kiedy ? A przede wszystkim gdzie ? - zapytałam spokojnie.
- Za dwa dni. Myśleliśmy że spodobało by ci się w Nowym Jorku. - uśmiechnął się ale widać było że jest zdenerwowany.
- Rozumiem. - odpowiedziałam z uśmiechem którego nie udało mi się ukryć.
- Cieszysz się ? - zapytała Mel ze zdziwieniem. Nie mogłam jej powiedzieć że czekałam na to od kilku lat.
- Zawsze chciałam zwiedzać świat. Nie będę smutna gdy mam taką okazję.
- Clarisso Adele Morgenstern! - wrzasnął ojciec. Zaraz zostane zamordowana. Rozpuściłam włosy i ubrałam pierwszą lepszą spódnice. Zbiegłam na dół i zamiast iść zwykłymi drzwiami weszłam tymi dla służby. Gdy ojciec się odwrócił zobaczył że stoję przy swoim krześle. Zdumiony potarł dłonią czoło.
- Coś się stało ojcze ? - zapytałam próbując nie wybuchnąć śmiechem. Potrząsł głową siadając na końcu stołu.
- Nic. Nie zauważyłem cię wcześniej. - przekrzywiłam głowę udając zdumienie. Choć raz na coś przydały się te lekcje kokieterii.
- Pewnie jesteś zmęczony .- usłyszałam głos mojej siostry do biegający zza drzwi. Spojrzałam na nią , stała w czerwonej wieczorowej sukience z rozcięciem aż do połowy uda. Wyglądała niesamowicie. Uśmiechnęłam się do niej ciepło co odwzajemniła. Zauważyłam po chwili , że obok niej stoi wysoki przystojny i dobrze zbudowany blondyn . Miał bladą cerę. Jego włosy i oczy miały ciekawy kolor. Wyglądały jak złoto. Ubrany był w koszulę i spodnie od garnituru . Jednak miał luźną marynarkę . Uśmiechnięty trzymał Mel za rękę . Szturchnęłam ojca aby się tak długo nie patrzył. Odchrzaknął przez co prawie się roześmiałam. Valentine zaprosił nas gestem ręki do stołu. Usiadłam przy nim jak to było w tradycji po lewej stronie. Obok mnie usiadł ten chłopak co lnie zdziwiło. Po patrzyłam się na mojego rodzica.
- Clarisso, chciałem wam przedstawić syna mojego przyjaciela. Jednak widzę ,że poznałeś już Melanie. Tak więc to jest Jonathan Christopher Horondale.
- chłopak kiwnął głową. Zmarszczyłam brwi mówiąc ojcu że się nie przedstawię tak , ale on spiorónował mnie wzrokiem . Najpierw podeszła do niego Mel. Uśmiechnęła się diabelsko i wysunęła nogę tak aby pokazać zgrabne udo.
- Miło mi cię poznać John . Jestem Melanie Samantha Morgenstern. Córka władcy organizacji przestrzegającej prawa. - powiedziała te słowa uwodzicielskim głosem a następnie szepnęła mu coś do ucha i zachichotała. Gdy usiadła niechętnie wstałam z miejsca. Uśmiechnęłam się szczerze do chłopaka i lekko dygnęłam .
- Witaj w naszym domu. Jestem Clary. - potrząsłam głową zdając sobie sprawę z mojego błędu i zarumieniłam się mocno. - Nazywam się Clarissa Adele Morgenstern. Druga córka Valentine'a Morgensterna, założyciela i przywódcy Kręgu. Mam przyjemność cie gościć. - powiedziałam cicho . Stał rozbawiony i patrzył na mnie ciepło. Podniosłam głowę. Chłopak podszedł do mnie. Chwycił moją dłoń i pocałował. Byłam tak zdziwiona , że nie ruszyłam się z miejsca. Moja twarz po raz kolejny oblał rumieniec .
- Mi również miło Cię poznań. - powiedział patrząc na moją zdziwioną twarz. Lekko wyrwałam mu rękę wracając do rzeczywistości. Usiadłam speszona tym zachowaniem. Nikt nigdy nie całował mnie , właściwie nikt się mną nie przejmował. Przez cały wieczór patrzyłam się w swój talerz.
- Clarisso. - odwróciłam się w jego stronę. - Niedługo kończysz szesnaście lat. Z tego powodu pomyślałem , że warto by było wysłać cie do Instytutu. Zamurowało mnie.
- Kiedy ? A przede wszystkim gdzie ? - zapytałam spokojnie.
- Za dwa dni. Myśleliśmy że spodobało by ci się w Nowym Jorku. - uśmiechnął się ale widać było że jest zdenerwowany.
- Rozumiem. - odpowiedziałam z uśmiechem którego nie udało mi się ukryć.
- Cieszysz się ? - zapytała Mel ze zdziwieniem. Nie mogłam jej powiedzieć że czekałam na to od kilku lat.
- Zawsze chciałam zwiedzać świat. Nie będę smutna gdy mam taką okazję.
Rozdział I
- Dobrze, a teraz przedstaw się jak należy. - zarządziła nauczycielka. Wymagano ode mnie wielu rzeczy. Jedną z nich była umiejętność zachowywania się w towarzystwie. Nienawidzę tego ! Dygnęłam nisko i lekko się uśmiechnęłam.
- Witam w moim domu. Nazywam się Clarissa Adele Morgenstern. Druga córka Valentine'a Morgensterna, założyciela i przywódcy Kręgu. Mam przyjemność cie gościć w moich progach. - powiedziałam kokieternie trzepocząc rzęsami. Nauczycielka klasnęła w dłonie.
- Lepiej nie mogłaś. Będziesz wspaniałą damą do towarzystwa i żoną. - powiedziała z rozmarzeniem. Przewróciłam oczami tak żeby tego nie zauważyła i wykorzystałam okazję. Nauczyłam się tego w ciągu tylu lat. Zachichotałam cicho i skinęłam głową uśmiechając się nieśmiało.
- Czy mogę już iść ? - zapytałam cicho. Kobieta nadal z uśmiechem na ustach Pokiwałam głową a ja od razu zwiałam. Pobiegłam długim korytarzem w stronę mojego pokoju uderzając obcasami o podłogę. Śmiałam się z głupiej nauczycielki, zawsze się na to nabierają.
Nacisnęłam klamkę i wpadłam na wielkie łóżko wykonane z drewna , było jasne i z motywami róż. Od razu ściągłam okropnie ciasną sukienkę i włożyłam zwykle jeansy , żeby ojciec się nie czepiał kobiecą bluzkę. Włosy zaczęłam układać w kucyka. Usiadłam przy pianinie, które stało w mojej sypialni. Kochałam muzykę, choć nie zawsze nowoczesną. Położyłam lekko palce na instrumencie , przeszukałam listę znanych mi utworów. Wybrałam Beethovena, miał świetny słuch muzyczny , co zaowocowało przepiękną melodią. Zaczęłam śpiewać słowa , które ułożyłam do tego utworu. Przypomniałam sobie mamę. Nie powinnam za nią tęsknić, jak to mawiał mój ojciec. Po części miał rację, gdy miałam trzy latka , a Mel pięć zostawiła nas. Nie wiem dlaczego i czy jeszcze żyje. Mieszkam cały czas w Idrysie, ojciec jednak powiedział że gdy przyjdzie odpowiednia chwila będę mogła się wyprowadzić. Czekałam na te chwile z niecierpliwością. Dzięki pracy zrobiłam dość pieniędzy aby kupić mieszkanie . Pewnie się to wyda dziwne, ale w Idrysie płacą za miesiąc tyle ile w świecie ludzi za dziesięć lat. Dlatego mam mnóstwo opcji. Nie rozumiem tylko po co ojciec mnie tak kształcił. Niestety, nie jest ze mnie zadowolony. Nie jestem dobra w walce, nie jestem dobra w strategii ani rządzeniu. Dla wszystkich wydaje się być zwykłą przyziemną. Na jego nieszczęście jestem miła, sympatyczna, grzeczna. Najgorsze jest dla niego to iż jestem uparta... Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Wstałam szybko i podeszłam do źródła dźwięku. Zobaczyłam zgrabną , szczupłą , wysportowaną blondynkę z niebieskimi oczami . Była wysoka. Mel. Stała w drzwiach z wrednym uśmiechem.
- Cześć młoda. Mam do ciebie sprawę. - weszła do pokoju i opadła na łóżko. Zmarszczyłam czoło, to nie mogło być nic dobrego.
- O co chodzi ?
- Dzisiaj przyjdzie do mnie mój znajomy. - Przewróciłam oczami
-Wiem o co ci chodzi. .. nie musisz mówić aluzjami. - uśmiechnęła się
- Masz nie wchodzić do mojego pokoju. A przede wszystkim nie zchodź na dół przed północą. - powiedziała gestykulując . Pokiwałam głową i pokazałam jej drzwi. Nie byłyśmy wzorem sióstr. Może dlatego że spędziliśmy mało czasu ze sobą, a może dlatego iż nie chciała mieć siostry ofermy. W każdym razie Valentine kochał ją najmocniej na świecie. Ja byłam pod każdym względem jej przeciwieństwem. Ona piękna i zgrabna, ja jako taka i po prostu chuda . Może nawet aż za bardzo. Ona blondynka z idealną cerą , ja natomiast ruda z piegami na całym ciele. Ona idealna w walce. O mnie już nie warto wspominać ...
- Witam w moim domu. Nazywam się Clarissa Adele Morgenstern. Druga córka Valentine'a Morgensterna, założyciela i przywódcy Kręgu. Mam przyjemność cie gościć w moich progach. - powiedziałam kokieternie trzepocząc rzęsami. Nauczycielka klasnęła w dłonie.
- Lepiej nie mogłaś. Będziesz wspaniałą damą do towarzystwa i żoną. - powiedziała z rozmarzeniem. Przewróciłam oczami tak żeby tego nie zauważyła i wykorzystałam okazję. Nauczyłam się tego w ciągu tylu lat. Zachichotałam cicho i skinęłam głową uśmiechając się nieśmiało.
- Czy mogę już iść ? - zapytałam cicho. Kobieta nadal z uśmiechem na ustach Pokiwałam głową a ja od razu zwiałam. Pobiegłam długim korytarzem w stronę mojego pokoju uderzając obcasami o podłogę. Śmiałam się z głupiej nauczycielki, zawsze się na to nabierają.
Nacisnęłam klamkę i wpadłam na wielkie łóżko wykonane z drewna , było jasne i z motywami róż. Od razu ściągłam okropnie ciasną sukienkę i włożyłam zwykle jeansy , żeby ojciec się nie czepiał kobiecą bluzkę. Włosy zaczęłam układać w kucyka. Usiadłam przy pianinie, które stało w mojej sypialni. Kochałam muzykę, choć nie zawsze nowoczesną. Położyłam lekko palce na instrumencie , przeszukałam listę znanych mi utworów. Wybrałam Beethovena, miał świetny słuch muzyczny , co zaowocowało przepiękną melodią. Zaczęłam śpiewać słowa , które ułożyłam do tego utworu. Przypomniałam sobie mamę. Nie powinnam za nią tęsknić, jak to mawiał mój ojciec. Po części miał rację, gdy miałam trzy latka , a Mel pięć zostawiła nas. Nie wiem dlaczego i czy jeszcze żyje. Mieszkam cały czas w Idrysie, ojciec jednak powiedział że gdy przyjdzie odpowiednia chwila będę mogła się wyprowadzić. Czekałam na te chwile z niecierpliwością. Dzięki pracy zrobiłam dość pieniędzy aby kupić mieszkanie . Pewnie się to wyda dziwne, ale w Idrysie płacą za miesiąc tyle ile w świecie ludzi za dziesięć lat. Dlatego mam mnóstwo opcji. Nie rozumiem tylko po co ojciec mnie tak kształcił. Niestety, nie jest ze mnie zadowolony. Nie jestem dobra w walce, nie jestem dobra w strategii ani rządzeniu. Dla wszystkich wydaje się być zwykłą przyziemną. Na jego nieszczęście jestem miła, sympatyczna, grzeczna. Najgorsze jest dla niego to iż jestem uparta... Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi. Wstałam szybko i podeszłam do źródła dźwięku. Zobaczyłam zgrabną , szczupłą , wysportowaną blondynkę z niebieskimi oczami . Była wysoka. Mel. Stała w drzwiach z wrednym uśmiechem.
- Cześć młoda. Mam do ciebie sprawę. - weszła do pokoju i opadła na łóżko. Zmarszczyłam czoło, to nie mogło być nic dobrego.
- O co chodzi ?
- Dzisiaj przyjdzie do mnie mój znajomy. - Przewróciłam oczami
-Wiem o co ci chodzi. .. nie musisz mówić aluzjami. - uśmiechnęła się
- Masz nie wchodzić do mojego pokoju. A przede wszystkim nie zchodź na dół przed północą. - powiedziała gestykulując . Pokiwałam głową i pokazałam jej drzwi. Nie byłyśmy wzorem sióstr. Może dlatego że spędziliśmy mało czasu ze sobą, a może dlatego iż nie chciała mieć siostry ofermy. W każdym razie Valentine kochał ją najmocniej na świecie. Ja byłam pod każdym względem jej przeciwieństwem. Ona piękna i zgrabna, ja jako taka i po prostu chuda . Może nawet aż za bardzo. Ona blondynka z idealną cerą , ja natomiast ruda z piegami na całym ciele. Ona idealna w walce. O mnie już nie warto wspominać ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)